181. Bezsenność

IMG_7076

Zasiadłyśmy do rozmowy przy stole niczym stare dobre znajome, atmosferze jednak daleko było do pozytywnej. W istocie, znamy się od dawna. Konkurencja pozostawia między nami chłodny dystans, jak mawiają Anglicy, trzymaj przyjaciół blisko i wrogów jeszcze bliżej. Gramy o jedną duszę, stawka jest zatem wysoka.

– Nie sypiasz zbyt dobrze – stwierdziła z drwiącym uśmieszkiem. Ciekawe po czym wnioskuje. Być może zdradzają mnie wory pod oczami. – Zbyt piękna noc, by ją przegapić?

Nie ma dziś pełni, nie sądzę. Niech myśli, że ma przewagę. Wszyscy normalni ludzie w okolicach drugiej nad ranem śpią. Mnie dręczy chaos, ten zaś objawia się bezsennością. Choć czuję też intensywność jego myśli, ego wciąż boli go bardziej niż mnie serce. Wiele jest powodów, dla których nie śpię. Księżyc do nich nie należy, nie dziś. Obudziłam się w środku nocy z myślą, że moje życie nie ma sensu. Wiem, że mi to podszeptywała, wiem też, mniej lub bardziej wyraźnie, że tak nie jest. Ale chaos w głowie działa swoje. Zaczyna się kołowrot wniosków. Od tego czym jest sens życia, czym jest dla mnie, przez to czy podjęłam słuszne decyzje, skoro tak, to dlaczego tyle kosztują, czy kiedyś będę czuła się inaczej, czy kiedyś się czułam i czy w ogóle można, czy gdybym wiedziała, jak to będzie wyglądać, zdecydowałabym się mimo wszystko. Można oszaleć z samotności lub braku nadziei i bezsenność bardzo temu sprzyja. Łapię myśli za ogon i próbuję porządkować. Idzie mi opornie, uciekają gdzie popadnie speszone jej przenikliwym spojrzeniem. Zaczynam już nawet powątpiewać w sens jej wizyty, taki to ze mnie beznadziejny przypadek. Dni zlewają mi się znów w niewyraźną masę, izoluję się od ludzi. Rzygać się chce na samą myśl o obecności ich samych i niekończących się problemów, którymi są pochłonięci. Stoję z boku, wypalona. Dzień jak codzień, nicość. Noc jak każda, pełna szeptów. Jej wielkomość nieprędko mnie opuści, odwiedza mnie za każdym razem, kiedy myślę, że staję na prostej. Przywykłam już do jej wizyt, serwuję herbatę, by osłodzić jej zmianę. Nie poświęcam jej wiele uwagi, ignoruję z premedytacją podczas nocnych wizyt. Nie znosi tego, najbardziej nienawidzi cukru. Zresztą, widział ktoś kiedy posłodzoną depresję? Oby zgniły wiedźmie zęby. Cisza przerasta po czasie nawet ją, powoli szykuje się do wyjścia. Jest mi lżej w okolicach klatki piersiowej, ale wróci, wiem to. Przede wszystkim dlatego, że wciąż nie mam swoich odpowiedzi. I pewnie jeszcze długo nie będę miała. Obserwuję senny świat aż do świtu, wciąż z boku, nie jest mój. Lubię patrzeć, szczególnie na ciszę. To usypia chaos, zmęczony nocnymi igraszkami. Ukołysany do snu daje ciału odczuć, że jest zmęczone. Wszystko powoli wraca do normy… na teraz.

180. Przemyślenia skoro świt

Jak spędzisz dwa tygodnie? Odpoczniesz? – Na typowe dyskusje tuż przed dwutygodniową przerwą w pracy odpowiadałam niewyraźnym uśmiechem. ‚Moja dupa’, przemknęło mi w zangielszczonej odpowiedzi przez myśl, ale ugryzłam się w język, uczę się bowiem, że nie wszyscy ludzie są gotowi na czołowe zderzenie z moimi myślami. Czym jest odpoczynek matki autyka? Odpocznę jak wyrzucę podopiecznego oknem, siebie zaś poowijam taśmą dźwiękoszczelną, włożę do czarnego worka i schowam między trocinami w skrzydle na poddaszu. Piszę ten tekst o 4.26, wstał z wrzaskiem, bo przecież spał od 23, to już długo. Najgorsze w tym wrzasku jest to, że jest „bez powodu” i ciężko mu zapobiec, będzie się drzeć/zrzędzić niezależnie od tego, co zrobisz. Czy można zatem funkcjonować bez snu? Zapytaj rodzica autyka. Czuję się jak gówno, wyglądam nielepiej, przez 3/4 tygodnia. Dziś 4:26, wczoraj 5:01, dzień przedtem druga nad ranem. Nie znasz dnia ani godziny, kiedy trafi Ci się luksus snu przez 6 godzin pod rząd. Mnie się trafił. Raz w ciągu 10 ostatnich dni.

„SZACUJE się, że od 50 do 80% dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu ma problemy związane ze snem” – mówi jedna z mądrych stron – „Dla porównania, wśród dzieci rozwijających się typowo występują one u 11 – 37% dzieci.”

No świetnie.

„Wśród dzieci z autyzmem często obserwuje się również zespół niespokojnych nóg oraz okresowe ruchy kończyn podczas snu.”

Chodzi. Wokół własnej osi, całą noc. Jak się budzi, to kopie. Wbija pięty w nerki i jedyne o czym marzysz to odrąbać je piłą mechaniczną.

„Bardziej powszechnym problemem niż u typowo rozwijających się równieśników są też parasomnie, czyli nieprawidłowe objawy lub zachowania w trakcie snu. Zalicza się do nich somnambulizm (potocznie: lunatykowanie), lęki nocne (zrywanie się ze snu z KRZYKIEM, płaczem, objawami silnego lęku), koszmary nocne, upojenie senne (chwilowa dezorientacja po przebudzeniu) i bruksizm nocny (zgrzytanie zębami).”

Co w związku z tym? Najlepiej się rozwiedź, rzuć pracę, resztę rodziny, skocz po tira by stracić słuch i żyj o kokainie. Funkcjonować raczej nie będziesz. Zawsze możesz jeszcze żyć nadzieją na poprawę, według autora jednej z biografii autyków, czasem im przechodzi z wiekiem.

Idę po kawę, wszak kto rano wstaje, ten ma krzywy ryj aż do południa.

IMG_6722

PS Matki dzieci chorych kochają mocniej. Ilość razy kiedy całkiem słusznie ma się ochotę je udusić,  a mimo to przytula, nie może być tłumaczona niczym innym. Ta mądrość to już znad pierwszej kawy.

179. G jak Góry

13532101_572890409549690_1018531935_n

Pod literą G w moim alfabecie emigracji stoją Góry. Bo mieszkam w górach, choć niewysokich. Zachodnie Yorkshire jest terenem bardzo wyboistym, a miasta wybudowane są z reguły tak, że centrum znajduje się w dolinie, zaś im dalsza dzielnica, tym wyżej. I widoki lepsze. Wzgórza Pennine (org. Pennine Hills/Pennine Chain) są pasmem gór oddzielającym północno-zachodnią Anglię od  hrabstwa Yorkshire i północno-wschodniej części kraju. Mieszkanie w takiej okolicy ma swoje plusy, szybciej wyrabia się kondycję na spacerach. Ma też swoje minusy pogodowe i migrenowe. Przypuszczam jednak, że widoki są to w stanie wynagrodzić:

13388704_282955138716121_1144703909_n

524803_432113523472407_1135796596_n385765_540041726012919_490108013_nIMG_6726IMG_6725IMG_6724IMG_5337

178. Autyzm-oto sen, który odmienił Twoje życie

27 marca – 2 kwietnia – Światowy Tydzień Autyzmu

IMG_6804

***

‚ASC mi wybacz, już mnie tylko kochaj’

mam
24 godziny odurzenia
częstotliwością dźwięków tła
niczym złośliwie dudniące echo
powtarzanych głośniej
niż w ramach granicy wytrzymałości

mam
7 dni lęku
kalejdoskop przerysowanych kolorów
tęczowy zalew mózgu obrzydliwie szeleszczących najdrobniejszych przedmiotów
codziennego użytku

zdaje się być mi wrogiem
świat cały

nie potrafię się odnaleźć zbyt dobrze
w tym terrorze zmysłów
świat i ja zdajemy się być
z zupełnie różnych planet

raz dwa trzy cztery pięć
zginam palce lewej dłoni
w każdej minucie dnia

mam jeszcze matkę z jednym sercem takim
pękniętym na mak drobniuteńki
co je dla mnie poskładała
udając że nie płacze

tylko mnie kochaj

***

Być może podejrzenia krążące po Twoim umyśle zebrały się wreszcie w spójną układankę. Być może martwiłaś się o zachowanie swojego biegającego w kółko dziecka od dawna i lekarze dopiero zaczynają podzielać owe spostrzeżenia. A może jest to już stwierdzone bardzo oficjalnie i na papierze. Jedno jest pewne – dzień, w którym słowo autyzm wkroczyło uroczyście w Twój wszechświat odmienił Twoje życie raz na zawsze. Najpierw słowo to zawisło w powietrzu niczym werdykt, roztaczając wokół czarną dziurę rozpaczy. Przerażenie, zamartwianie się. Potem, już oswojone, wniosło w codzienność pokłady cierpliwości, współczucia i zrozumienia. Odkryłaś, że za okropnym zachowaniem kryje się zagubienie i bezradność, nie złośliwość. Na końcu spory zapas sił do walki zagościł w Twoim sercu na dobre, koniec końców jesteś kobietą i każdy ból potrafisz zamienić w jeszcze więcej miłości, by Twoje dziecko czuło się akceptowane takim, jakim jest.

Dzień z życia autyka

Odtwarzam ową scenę w umyśle niczym w filmie dokumentalnym, jest pełna zwolnionego tempa i przypadkowych wtrąceń i zbliżeń. Trzymamy się za rękę, wchodzimy na teren placu zabaw. W mojej głowie jest piękny ciepły dzień, promienie słoneczne grzeją mi twarz. W jego głowie panuje chaos. Najpierw zwraca uwagę na szarawy tartan, po którym stąpamy, liczy nasze kroki. Chwilę później, gdy dociera do niego powtarzający się zgrzyt karuzeli, sztywnieje. W jego uszach brzmi jakby dochodził z rozregulowanego głośnika. Do tego szum od nadmiaru głosów bawiących się dzieci, szelest dochodzący spod kół hulajnogi, szczekający pies i odgłosy przejeżdżających niedaleko samochodów. Wszystko to brzmi w jego uszach mniej więcej jednakowo, ustawione na najwyższy szczebel gamy dźwiękowej. Życie w wiecznym koncercie rockowym może być męczące, myślę sobie. Ściska mocniej moją rękę i powtarza kilkakrotnie kurczenie i rozluźnianie palców dłoni, jak zawsze, gdy nie radzi sobie z nadmiarem bodźców.

Mój syn jest autykiem. Jest nim w Anglii statystycznie 1 na 100 osób.  Bycie autykiem oznacza mniej więcej tyle, że świat jest przerysowany, jak gdyby nosiło się okulary z filtrem clarendon. Przerysowane są też dźwięki. Mózg wyłapuje szczegóły i zwalnia obrazy w nieoczekiwanych momentach, przywołuje niepowiązane z niczym wspomnienia. Panuje chaos i wieczny brak stabilności.

Właśnie ten brak połączenia teraźniejszości z przyszłością, brak logiki na której umysł mógłby oprzeć centrum dowodzenia, jest powodem lęków. Jedni autycy mają napady paniki, inni zdają się być mniej lub bardziej nieobecni. W zależności od stopnia zaawansowania mają wiele różnych trudności z wyrażaniem siebie słownie i emocjonalnie, z reagowaniem na wszystko, co nieprzewidziane. Niektórzy twierdzą, że to tak, jak gdyby mózg po złości przyciskał inny guzik niż ten, o który prosili. Zawsze. Ten sam brak stabilności jest powodem obsesji mojego syna na tle kół, bębna pralki i okrągłych kubeczków, ustawiania ich w określonym porządku. Obserwowanie obrotu pozostawia ich w poczuciu kontroli, choćby chwilowej, wyjątkowo potrafią przewidzieć co dalej.

Mój syn poznaje świat przez dotyk, jak gdyby jego zmysł odczuwania był o wiele bardziej zaawansowany niż ten, który znamy. Dotyka wyciętych kształtów w ścianie domku na placu zabaw, powoli przesuwa dłonie wokół pnia drzewa, przepuszcza między palcami źdźbła trawy. Wszystko to trwa dłuższą chwilę i bardzo go fascynuje. Lubię go wtedy obserwować. Kocha naturę i uwielbia móc dać się jej porwać. Ogromne, soczystozielone angielskie parki, są w sam raz. Może w nich biec przed siebie ile sił w nogach i czuć niczym nieograniczoną przestrzeń. Zdaje się posiadać jakąś niezwykłą więź z naturą. Ma też obsesję na tle numerów i liter. Najbardziej fascynujące w filmach Disneya są dla niego napisy końcowe, witane piskami radości. W tym małym świecie nie zawsze jest miejsce dla ludzi, ale pracujemy nad tym. Socjalna strona autyzmu potrafi być bardzo mroczna, pomimo szczerych chęci chorego.

Wierzę, że autykom jest w życiu bardzo ciężko, kiedy są nieustannie oceniani przez pryzmat niewiedzy i niezrozumienia. Ich świat jest jednak ciekawy i niesamowity, spróbujmy ich poznać. Albo chociaż zrozumieć. Dajmy im szansę.

177.Co moje to moje, co twoje – już niedługo

Dzień z życia Basi cz I

Basia wraz z rodziną mieli sytuację kłopotliwą, w której to właściciel mieszkania, po zobaczeniu jak je wyremontowali, postanowił się ich pozbyć, by mógł tam zamieszkać ktoś z jego rodziny. Wyprowadzić należało się już i zaraz, niebardzo było dokąd, w związku z czym z pomocą przyszedł urząd miasta i mieszkanie Basiowej rodzinie przyznano dość szybko. Szczęśliwi, że poszło gładko i nie trzeba będzie nocować na ulicy, pojechali je obejrzeć.

Miejsce docelowe

Pojawili się o czasie, pełni entuzjazmu, pod wskazanym adresem. Domki ładne, choć nieco babciny układ okien, jak stwierdziła Basia, i tych kwiatków spod parapetu trzeba się pozbyć. Pochodziła, porozglądała się po ogródku, zapukała. Zdążyła przyjrzeć się tapetom w salonie, jeszcze z ogrodu, planując generalne odświeżenie. Drzwi otworzyła kobieta z zaskoczonym wyrazem twarzy.

– Ja tu przyszłam mieszkanie oglądać – wyjaśniła Basia

– To chyba pomyłka, bo ja tu mieszkam.

– Nie nie, od jutra ja tu mieszkam. Przyznano mi dzisiaj. Pokaż mieszkanie.

– Chyba żartujesz. Nigdzie się nie wyprowadzam!

– Wyprowadzasz! To mój dom, rozumiesz! Lepiej się pakuj, bo ja się tu jutro wprowadzam!

– Wynocha!

Drzwi zatrzaśnięto. ‚Świetnie, jakaś ćpunka tu mieszka i będę mieszkać na ulicy nim załatwią eksmisję’ – wściekała się Basia, dzwoniąc w międzyczasie do urzędu miasta.

– Halo, no tak, więc przyznano mi mieszkanie, jestem pod podanym adresem, jakaś wariatka twierdzi że tu mieszka i się nie wynosi. Oszaleję, gdzie ja będę mieszkać?

– Niemożliwe, nasza agentka nie zastała pani na miejscu i wróciła do biura.

– No mówię panu, że byłam tu przed czasem i nikogo nie było.

-Oooh. Nastąpiła pomyłka. Powinna pani być 100 numerów dalej, wysłaliśmy pani zły numer domu.

– Żartujecie sobie chyba. To co ja mam teraz zrobić? Ja się tej kobiecie kazałam wyprowadzać!

– Cóż powiem, jak najszybciej zniknąć z jej ogródka i udać się pod dobry adres, wyślemy kogoś.

Na szczęście 100 numerów dalej okazało się wystarczająco daleko, by z sąsiadką nie stanąć już więcej twarzą w twarz.

***

Kasia & Abdul cz I

– Ten Abdul, co mu dałam kosza, to jakiś psychol. Chyba gej. Ty zobacz co on ma na fejsie napisane?

– Co niby ma?

– No to po jego imieniu. ‚Facet dla ciebie’.

– Kasiaaa… (facepalm) Tam pisze Man U. To skrót od Manchester United, jest ich fanem, nawet ma zdjęcie pod stadionem…

– Żartujesz! A ja go przez to rzuciłam!

***

Notatka od autorki: zarówno Basia ani Kasia nie zażywają narkotyków/nie palą trawy. Just saying.

176.Dzień bez imigrantów

img_645420 lutego na terenie całego kraju odbył się prostest pod szyldem One Day Without Us. Jest on odpowiedzią na rosnącą falę ksenofobii i różnic społecznych w pobrexitowej (jeszcze teoretycznie) Anglii. Co ciekawe, w kampanii Jeden Dzień Bez Nas brali udział nie tylko przyjedzni, ale też wielu rdzennych Brytyjczyków. Jak twierdzą, chcieli pokazać, że wciąż cenią wielokulturową Anglię, której potęga w dużej mierze zależna jest od wielu pokoleń migrantów z całego świata. Ludzie opuszczali tego dnia pracę, maszerowali, skandowali, słuchali przemówień, dekorowali miejsca pracy, tagowali zdjęcia i wpisy w Internetach. Wielu imigrantów nie poszło tego dnia do pracy celem podkreślenia swojego wkładu w gospodarkę i ogólnego dobrobytu państwa.img_6450Manchesterimg_6448Universytet w Cardiff

img_6443img_6455img_6447Muzeum po zdjęciu prac imigrantów

img_6452

img_6453York

img_6458Walia

Wszystkie zdjęcia użyte we wpisie pochodzą z fanpage OneDayWithoutUs.

175. Dzień z życia pedagoga – witamy w piekle

Praca to rutyna w życiu większości dorosłych ludzi. Codzienność. Czasem pracą chce się rzygać bardziej niż tęczą, czasem i ludźmi. W sumie to jednak jesteśmy w tym miejscu dość zgrani, a łączy nas wspólna pasja: przyszłość dzieci.

Tylko ta przyszłość dzieci, które już teraźniejszość mają naznaczone piętnem getta, nie jest zawsze taka oczywista. Szkoła uczy i wychowuje, wiemy to nie od dziś. A jednak ulica wychowuje skuteczniej.

***

Kumulacja naj. Samo serce najgorszej dzielnicy najgorszego miasta. Państwo w państwie. Po ulicach wypełnionych do granic możliwości szeregowymi domami walają się śmieci i meble. Stara dziurawa wanna stoi na tym samym trawniku od września, nawet Cyganie angielscy dorabiający na złomie się tu nie zapuszczają. Tu i ówdzie walają się strzykawki. Worki po ziele wyrastają z trawników zamiast kwiatków. Wszystko to pod przykrywką religijności – ojców modlących się całe dnie na starość, po całym życiu harówki, i synów, w odświętnych pobożnych ubrankach, uzależnionych od wielkomiejskiego wyścigu szczurów. Handel, przekręty, Niche w głośnikach i drogie sportowe wozy.

Witamy w piekle.

My, na ile możemy, wychowujemy ich dzieci. Bo im nie zawsze chce się uczyć ich czegokolwiek, a jeśli już, to raczej mija się to z ogólnymi wartościami promowanymi przez szkołę. Zatem wychowywać jest co.

***

Czwartek, 10 minutowa przerwa. Dyżur na dworze. Tu, o ile nie leje, każda przerwa jest spędzana na podwórku. Rozwiązuję kłótnie i konflikty, 10 minut przerwy na pełnych obrotach, 120 dzieci i dwie dorosłe osoby. Dwóch piątoklasistów zaczyna się tłuc na pięści, wchodzę między nich. Jeden płacze ze złości, poniosło go. Drugi to lokalny cwaniaczek. „Uspokój się” – mówię do tego, który się szamocze i płacze, próbując usprawiedliwić. „Nikt cię nie obwinia, uspokój się. Zaraz o tym pogadamy, wyluzuj.” W tym samym czasie cwaniaczek stojąc dwa metry dalej prowokuje go, drząc się jak wariat. „Ucisz się” – mówię, ale chłopak wykrzykuje swoje racje, wiedząc, że ma przechlapane. Przekrzykuje mnie. „Cicho!” – wrzeszczę, „Nie i ch…!” odwrzaskuje. Podnosi butelkę i łup! Uderza nią z całej siły pół metra od mojej nogi. Butelka odbija się i przelatuje mi obok twarzy. Widzę na czerwono. „Do dyrektora, już!” – wrzasnęłam tak, że słyszeli mnie chyba nawet strażacy trzy kilometry dalej. „Nie pójdę!” – odwrzaskuje jeszcze głośniej i ucieka, przeskakując przez płot. Nie rzucam się za nim w pościg, pałeczkę przejmuje współpracownica i zatrzymuje go przy samym wyjściu. Ja ogarniam 4 klasy oczekujące na przyjście nauczycieli, którzy zabiorą ich do klas.

Tego dnia miałam ochotę połamać mu nogi. Upewniłam się, że jest zapisany na wszystkie zajęcia z szkolnym psychologiem, jakie udało mi się znaleźć. Na końcu przeprosił, płacząc, że nigdy nikt go nie słucha. Walczył ze mna nim jeszcze zdążyłam go oskarżyć o cokolwiek. Konkretne problemy emocjonalne. Rozmawiałam o nim z wychowawcą tego samego dnia. Ojciec sprzedaje narkotyki, a czas który spędza z synami wygląda następująco: przepustka z więzienia. Podjeżdża kradzionym samochodem, wrzuca ich do bagażnika, mają przejażdżkę. Rozrzucają pieniądze jak gdyby jutra nie było, no i tego jutra z ojcem nie ma. Albo wraca, albo znika. W międzyczasie wojuje z matką. Dzieciak jest skrzywdzony i skrzywiony emocjonalnie już na etapie piątej klasy.

To nie jedyny taki przypadek. Współpracownica, będąca w tej szkole od dwudziestu lat, wzdycha zrezygnowana. „Tyle bystrych dzieciaków uczyłam. Część z nich handluje, niektórzy są w więzieniu. Część sprzedaje kradzione samochody.” Niektórzy z nich aspirują do tego już w dzieciństwie. „Nie mów mi co mam robić” – stwierdzają do nauczyciela. „Mój ojciec zarabia w jeden dzień tyle co ty przez miesiąc.” Nie obce są mi też stwierdzenia typu „nie muszę się uczyć. Jak urosnę będę handlował dragami, jak moi starsi bracia.” W najlepszym wypadku – „jak urosnę zostanę taksówkarzem.” W wielu przypadkach dzieciak jest jeszcze nieświadomy, że na jedno wychodzi. Niedługo się dowie.

Są też dzieci uchodźców. Ciche, spokojne, wdzięczne za trochę radości, w głębi serca smutne. „Libia, o, wiem co to za kraj” – stwierdza jedna z dziewczynek podczas czytania tekstu. „Wielu ludzi umiera w wodzie próbując stamtąd wypłynąć. Jak brat mojego taty i jego rodzina.”

Jest też trochę dzieci z Europy – Polska, Słowacja, Rumunia, Bułgaria. 95% z niezdrowymi klimatami w rodzinie i – znowu – problemami emocjonalnymi.

Witamy w świecie, w którym dzieciństwo przestało istnieć.

Zdajemy sobie jako kadra pedagogiczna sprawę z codzienności tych dzieci. Rozumiemy doskonale, że pewnie i tak wychowa ich ulica, a życie będzie dalekie od usłanego różami. Ale jest coś, co możemy im dać, co poniosą z sobą całe życie. Ramię w ramię z surowym tłuczeniem dobrych manier i zasad funkcjonowania w społeczeństwie stawiamy na wspomnienia. Bo takich wspomnień jak uczeń naszej szkoły nie ma żaden inny dzieciak w okolicy.

img_6169

Raz na sześć tygodni szkoła funduje im kino/wycieczkę. Klasa, która ma najwięcej punktów na liście zachowania, wygrywa jedno wyjście dodatkowe, wybierają dokąd głosując. Przez cały tydzień prowadzimy coś na zasadzie świetlicy – po lekcjach dzieciaki uczęszczają na następujące zajęcia: robienia na drutach, sportowy, muzyczny, gier komputerowych. Uwielbiają je i na każdy z nich brakuje miejsc, lista jest zawsze pełna. Klub muzyczny to w ogóle osobna bajka. Uczą się gry na bębnach, perkusji, trąbkach, keybordzie, fortepianie. W wielu z tych dzieci zaszczepiliśmy miłość i pasję do muzyki. W społeczeństwie, które muzyką gardzi. Co piątek mamy w szkole koncert. Na zmianę – raz gra nauczyciel i dzieci, raz zaproszony artysta. Mieliśmy już szereg wspaniałych muzyków lokalnych grających wszelkie jej rodzaje, niektórzy byli szalenie utalentowani. Do tego przedstawienia kółka teatralnego raz w tygodniu, każdy poranek rozpoczęty 10 minutami tańca, raz na 6 tygodni pokazy artystyczne, moim ulubionym byli kaskaderzy na rowerach. Ich numerem popisowym było skoczenie z ciężarówki, na rowerze, na pustą puszkę położoną między nogami jednego z nauczycieli, któremu kazali się wcześniej położyć na ziemi. Co za emocje 😉 Nie muszę dodawać chyba, że modlił się jak nigdy w życiu. Często szkoła zaprasza też warsztaty artystyczne i dzieciaki mają okazję tworzyć/gotować/tańczyć/ćwiczyć/brać udział w szermierce itp  itd. W ciągu roku jest tego sporo i ma to ogromny wpływ na sukcesy dzieci w nauce, wyobraźnię, umiejętność wykorzystania zdobytych umiejętności w innych dziedzinach edukacji. Przede wszystkim na dobre samopoczucie. Większość z tych dzieci nigdy nie doświadczyłaby tego wszystkiego, gdyby ograniczyć to odkrywanie świata jedynie do czasu pozaszkolnego…

Oddajemy naszym uczniom część dzieciństwa. Słuchamy, wspieramy, uczymy pogody ducha.

Wreszcie – witamy w miejscu, w którym zwraca się dzieciom beztroskę.

img_6170