182. Hej, wciąż żyję.

Zwalniam, czasem śpię, żyję o wiele więcej, wracam do siebie. Po bardzo produktywnym Ramadanie następuje przejście do życia codziennego. Wciąż jest naznaczone pozostałościami po tym niezwykłym czasie, bardziej niż dotąd, bardzo mnie to cieszy. Powoli odnajduję się w rzeczywistości i więcej uśmiecham. Witaj ponownie, o życie. Nawet mam ochotę się z Tobą widzieć.

Dużo przemyśleń i zmian, tak, jak lubię. Zanim skupię się na drugim już sprawodzaniu z corocznego Festiwalu Literatury, wyrzucam z siebie kilka linii z pamiętnika, dla oczyszczenia atmosfery i miejsca.

‚Przyszedł taki czas, kiedy rozumiem wreszcie, że nic tutaj nie należy do nas. Więzy tworzą się i sypią z podobną prędkością, niezależnie od barwy i intensywności. Nic co przede mną nie zdaje się bajecznie proste, ale czy kiedykolwiek takim było? Za wszystko to, co bezcenne – o ironio – płacimy w życiu słono. Na końcu tylko spojrzeć na jaśniejszą stronę rzeczy i stwierdzić, że było warto, mimo wszystko.’

Do usłyszenia.

109. 8 sposobów na nudę w Anglii

Pesymiści powiadają, że w Anglii zawsze pada (akurat) i generalnie jest nudno. Przyjrzyjmy się zatem, co robi przeciętny mieszkaniec angielskiego miasta w swoim wolnym czasie, zakładając, że odcięto mu dopływ prądu bądź Internetu (sorry Winnetou, takie czasy).

1. Parki i trasy spacerowe – zaczynam od mojego ulubionego sposobu spędzania wolnego czasu. W każdym hrabstwie są dziesiątki rozległych, zielonych terenów, czystej natury i cieszących oczy krajobrazów. Parki miejskie każda dzielnica ma na wyciągnięcie ręki, do tych rozleglejszych zaś nie trzeba z reguły wyjeżdżać dalej niż 30 minut autobusem od centrum miasta. Zaopatrujemy się więc w kanapki, bilet całodniowy, aparat fotograficzny i spędzamy dzień wolny na świeżym powietrzu. Co więcej, sporo takich miejsc oferuje dodatkowe rozrywki, od ruin dawnych klasztorów przez festiwale o przeróżnej tematyce, po drewniane domki poukrywane w lesie, w których pociechy mogą się bawić w małych odkrywców. Aby dostać się do miejsc położonych nieco dalej niż 30 minut od centrum, warto skorzystać z sieci dobrze rozwiniętych połączeń kolejowych, wychodzi o wiele szybciej niż autobusem. Taki wypad to niewielkie koszty, multum wrażeń i sporo ruchu. Do dzieła!

DSC00431 (Large)Ogden Water, Halifax

DSC09215 (Large)Bolton Abbey, Skipton

DSC09510a (Large)Roundhay Park, Leeds

2. Kino. Dwa w jednym – poza ukulturalnianiem się i przyjemnym spędzaniem wolnego czasu, dobra lekcja osłuchiwania się z językiem angielskim i świetny sposób na wzbogacanie słownictwa. Właśnie dzięki oglądaniu filmów bez dubbingu czy napisów, tak jak i oglądaniu angielskiej telewizji oraz słuchaniu radia, zamieniłam angielski wyniesiony z polskiej szkoły (czytaj: ja powiem wszystko, ale nie zrozumiem niczego) na taki, który jest wystarczający do swobodnego funkcjonowania w brytyjskim społeczeństwie (praca, szkoła, urzędy, kontakty społeczne). Jeśli więc myślisz poważnie o pozostaniu w Anglii na dłużej, zignoruj lenistwo i fobie społeczne podpowiadające „nic nie zrozumiem”. Trening czyni mistrza!

Koszt wyjścia do kina jest wystarczająco niewielki, by mogła sobie na niego pozwolić raz w tygodniu osoba o niskim dochodzie. Średnio, bilet za osobę dorosłą wynosi £9, za dziecko około £6, studenci około £7. Zależy to też od tego czy wybierzemy się w weekend czy w tygodniu. Są też undywidualne oferty dla sieci lub pojedynczych kin, np. wtorkowe dwa bilety w cenie jednego w moim lokalnym kinie. Wystarczy poczytać na stronie internetowej.

3. Muzeum

Wstęp do muzeów na terenie Anglii jest darmowy. Są one różnorodne tematycznie, pełne drobiazgów i pamiątek do kupienia. Przygotowane na wycieczki rodzinne mają też atrakcje dla dzieci, które mogą podotykać i pobawić się w kącikach tematycznych. Lokalne muzea organizują też wiele konkursów artystycznych i spotkań towarzyskich, dzięki czemu można mieć swój wkład w tworzenie wystaw. W wolnym czasie warto zająć się wolontariatem w muzeum, pracodawcy kochają czytać w CV, że dobrowolnie wpływamy na kulturalną sferę miasta. Słyszałam to osobiście kilka razy.

Fullscreen capture 30082014 153821.bmpCoventry Transport Museum

4. Teatr

Piękne pokazy, spektakle, występy, sztuki, skecze, koncerty, spotkania towarzyskie z dwudaniowym posiłkiem. Teatr angielski zawsze pozostawia nas z poczuciem zadowolenia, naprawdę warto spróbować. Ceny są różne, w zależności od popularności spektaklu. Z reguły jest to przedział cenowy między £25-70.

5. Basen

Kolejna niedroga opcja. Wstęp na basen dla dorosłego to około £4.50, dla dziecka około £2.50. Prowadzone są różne sesje, więc warto zorientować się przed przyjściem. Są osobne sesje dla rodziców z dziećmi, dla kobiet, mężczyzn, seniorów a także dla wszystkich – zorganizowane w konkretnych godzinach.

6. Lodowisko

Dla fanów łyżwiarskich akrobacji uciechą będzie fakt, że wstęp na lodowisko to około £6 od osoby. Przy czym wstęp tygodniowy to koszt około £10, a miesięczny £30!

7. Imprezy

Warto śledzić stronę swojego miasta. Organizowane są ciekawe imprezy i festiwale, nie tylko latem. Jest tego naprawdę mnóstwo, zaczynając od darmowych kursów przygotowawczych do życia w UK (test wypełnia się składając wniosek o obywatelstwo), przez koncerty, targi świąteczne, wystawy figur lodowych, cyrk i karuzele dla dzieci, wystawy artystyczne, festiwale kina i sztuki, po festiwalne kulturalne. Jest w czym wybierać!

8. Wioski

Warto czasem sprawdzić w Internetach dojazd do najbliższej wioski. Między metropoliami mamy w Anglii miasteczka i wsie i są one wszystkim co potrzeba by poczuć ducha dawnej Anglii – od architektury, przez lokalne społeczeństwo, po znowu muzea i parki. Idealna okazja na spacer i sesję fotograficzną, w cenie biletu autobusowego i przekąski.

phpbtV9XtAMThornton Village

Pominęłam coś? Dajcie znać!

15. Co mi się podoba w UK.

Żeby nie było, że taka ze mnie maruda i wszystko jest na nie, dzisiejszy post będzie o tym, co mi się na Wyspach podoba. A jest tego, wbrew pozorom jakie sprawiają dotychczasowe posty, całkiem sporo. Są to drobazgi w życiu codziennym, które czynią je przyjemniejszym czy też bardziej urozmaiconym. Jako, że uwielbiam podróżować, od tego zaczniemy.

Wielka Brytania ma mnóstwo miejsc do zwiedzania. I choć dla niektórych, w porównaniu do Polski , gdzie mamy wszystko (morze, jeziora, góry, lasy, pustynię, dla każdego coś), wypada dość blado, mnie się podoba. Jest wiele miejsc, w których wyobraźnia przywołuje baśnie i filmy widziane w dzieciństwie, miejsc genialnych do sesji zdjęciowych lub kręcenia filmów właśnie. Miejsc bajecznych, pięknych i w których oprócz nas jest akurat tylko kilka osób, żadnych tłumów. Jest mnóstwo ścieżek turystycznych, nawet w miejscach, w których sie tego nie spodziewałam i wiele miejsc przeznaczonych do użytku publicznego. Można spędzić miło czas na łonie natury, a – co dla mnie bardzo istotne – nigdzie nie walają się śmieci. Nawet kiedy mowa o zwiedzaniu popularnych miejsc wypoczynkowych, a także podróżach do innych krajów, rzeczy te są o wiele tańsze i bardziej powszechne niż w Polsce. A jeśli nie chce nam się ruszać nigdzie dalej, każde miasto ma kilka czystych i zadbanych parków, z placem zabaw, masą wiewiórek i równo przystrzyżonym trawnikiem, idealnym do wylegiwania się z książką w ręce.

 


Właśnie, książki. Zarówno one, jak i np wypady do kina, na basen, siłownię itd są tanie i raczej nie uszczuplają niczyjego budżetu. Jeśli ktoś nie lubi czytać po angielsku, zamawianie polskich książek z internetowej księgarnii (ja zamawiam w internetowej księgarnii Font, ale jestem pewna, że znajdzie się też kilka innych) w cenie 3 – 6,7 funtów za sztukę też nie jest najgorsze. W Polsce na nową książkę mogłam sobie pozwolić o wiele rzadziej.

 Jeśli jesteśmy przy cenach, nie mogę pominąć przecen. Są tu po prostu genialne. Pół ceny, -70%, są częste i dostępne w praktycznie każdym sklepie przynajmniej raz na kilka miesięcy. Dzięki temu nawet rodziny z niskim budżetem mogą sobie pozwolić na dobre jakościowo ciuchy. A jeśli coś po przymierzeniu w domu jednak nam się nie podoba, zwrot nie jest żadnym problemem.

Koniec tematu pieniędzy. Co jeszcze lubię? Brak komarów i bezpańskich psów pałętających się po ulicach. I kuchnie świata. Jestem smakoszem, uwielbiam kuchnię hinduską, niektóre dania włoskiej, nawet słowacka też jest niczego sobie. Tylko chińskiej nie ufam 😉 Podoba mi się uprzejmość ludzi, chęć pomocy. Rzucają to, co akurat robią, żeby zamiast wytłumaczyć mi drogę – zaprowadzić mnie na miejsce. Albo wykonują telefony do kogoś, kto wytłumaczy mi lepiej niż oni. Ludzie uśmiechają się do siebie na każdym kroku, atmosfera jest ogólnie przyjemna. Wielu przyjezdnyc twierdzi, że ta uprzejmość jest wyuczona, jest zakładaną maską, jest nieszczera. Jasne, dopóki ktoś uśmiecha się do Ciebie np w urzędzie czy banku – to jego praca, chce się dobrze prezentować. Ale przechodniom nikt za uśmiechy nie płaci, a ciągle tam są, razem z pozdrowieniami.Tak im już zostało? Spoko. Wyuczone czy nie, mnie się podoba. Lubię też panujący luz i swobodę. Mówisz co chcesz, nosisz co chcesz, robisz co chcesz, nikogo nie wzruszasz (nie takich się naoglądali). Możesz robić zdjęcia w środku miasta i nikt na Ciebie nie spojrzy. Możesz iść ulicą i śpiewać, nie będziesz jedyny, w sumie wiele osób tak robi. Że nie wspomnę o magazynowych śpiewakach przekrzykujących radio, nikt nie patrzy na nich jak na idiotów, raczej znajdzie się ktoś, kto pośpiewa z nimi. Ogółem róbta co chceta, dopóki nie robisz komuś krzywdy lub nie dokonujesz zniszczeń, wszystko gra.