190. Szkoła na wesoło (III)

IMG_9097

Dobry powód by nie kraść”

– To nieprawda, ja wcale nie kradłem kleju pijąc wodę! – tłumaczy się nauczycielce A. w odpowiedzi na skargę kolegi.

– Czyżby?

– Tak! Bo ja to w ogóle nawet do tej półki z klejem nie dosięgam.

***

Słucham cię, tylko nie dziś

– E., wyobraź sobie, że masz dziecko i ono nie wraca nocą do domu. Jak się czujesz? – kombinuję zdesperowana, by zmotywować chłopca do myślenia, bowiem pytany jak czuła się matka głównego bohatera książki, której to syn poszedł szukać pracy i wyruszył w rejs morski, patrzy na mnie jak na ufo.

W odpowiedzi otrzymuję twarz nieskalaną myśleniem i otwartą gębę.

– E., jest dorosły, ma małe dziecko, dziecko nie wraca, na dworze jest ciemno – tłumaczę na migi. – Co myślisz, E., jak się czujesz?

*Twarz nieskalana myśleniem i otwarta gęba.* Poddaję się.

– Nie miej nigdy dzieci. (Miał tego nie słyszeć).

– Tak jest psze pani.

***

Czasem słońce czasem syn”

Przygotowujemy się do odgrywania scenek z książki. Wczuwam się, opowiadając i gestykulując, żeby im trochę pomóc przełamać zawstydzenie w odgrywaniu emocji. Prowadzimy żywą dyskusję, dziewczynki łapią bakcyla, zaczyna im się podobać.

– Więc wyobrażamy sobie teraz sytuację, w której znalazła się matka Toba, wdowa z ośmioma synami. Jeden z nich wyszedł szukając pracy, którą też dostał, nie wróci zatem tego dnia do domu. Mówimy o czasach, w których nie było telefonów, nie mógł zadzwonić do matki i wyjaśnić sytuacji. Rodzina zasiada wieczorem do kolacji, Toba nadal nie ma. O czym mówią, jak się zachowują?

W., bez ostrzeżenia, z pełnym zaangażowaniem i gestykulacją, wznosząc ręce ku niebu:

– Tobie, o najdroższy! Czyż lwy cię pożarły, gdzież że się podziewasz?!

– W., nie prosiłyśmy o Bollywood, ale doceniam starania aktorskie. [Na tym etapie płaczę ze śmiechu]

– Ah. Przesadziłam?

***

Raz wyrobiona reputacja”

Uczennice prowadzą rozmowę w tym samym czasie co ja mój mini wykład, na co jestem absolutnie uczulona. Zarzucam minę obrażonego Hitlera, unoszę gniewne brwi powyżej poziomu sufitu i pytam retorycznie, po dłuższej chwili milczenia:

– Czy w ciągu dalszym nie zasługuję na waszą uwagę?

– Nie – rzuca z pełną powagą M., wszyscy w śmiech.

– M., poświęcenie komuś uwagi znaczy słuchanie go.

Dotarło do niej co powiedziała, robi wielkie oczy i blednie.

– OmójBożeniezabijaj.

– Spokojnie, nie mam na koncie żadnych martwych dzieci.

– … ale niektóre mdleją?

[Znów płaczę]

***

„Więcej niż chcesz wiedzieć”

– Psze pani, a u nas w domu był wczoraj policjant – mówi mi zadowolony z siebie D.

– Mam nadzieję że wszystko jest wporządku?

– Tak – macha ręką – Wziął nasze elektryczne sofy, bo mama nie miała siedmiu stów, żeby mu zapłacić.

 

Koniec.

 

Reklamy

147. Deszcz ma zawsze rację

524647_435956656421427_1580776011_n (Large)
Jak na kraj w którym deszcz jest elementem krajobrazu przystało, Anglia ma sporo powiedzeń związanych z tym jakże uroczym zjawiskiem atmosferycznym. Przyjrzymy się dziś tym najpopularniejszym:

1. Be as right as rain – mieć absolutną rację (niczym deszcz).
2. Rained out – odwołane (ze względu na deszcz). Na przykład: I really wanted to watch this match, but it was rained out. Odpłynęło z deszczem 😉
3. Come rain or shine – bez względu na wszystko (a więc i pogodę).
4. It’s raining cats and dogs! – U nas leje jak z cebra, u nich leje kotami i psami.
5. Charge it to the dust and let the rain settle it – nie oczekuj zapłaty.
6. I’ll take a rain check – Chętnie przyjmę zaproszenie innym razem (jak będzie padało? 😛 )
7. It never rains but it pours – nieszczęścia (i szczęścia) chodzą parami.
8. Not know enough to come in out of the rain – być głupim jak but.
9. Rain on parade – rujnować komuś plany.
10. Save for a rainy day – oszczędzić na czarną (mokrą) godzinę.

141. Warto skorzystać: Darmowe Polskie Szkoły Internetowe

Zapisy.2016.reklama

(Wpis powstał w ramach współpracy z Libratus)

Darmowe polskie szkoły internetowe – smakołyk dla matek dwujęzyczków, pomagający w nauce języka polskiego nie tylko na Wyspach, ale wszędzie, gdzie mamy dostęp do Internetu. Myślę, że warto skorzystać. Oto jak się reklamują:

“Wielu rodziców zastanawia się, jak pielęgnować język polski u dzieci dorastających na emigracji. Z pomocą przychodzą Polskie Szkoły Internetowe Libratus, które bezpłatnie umożliwiają małym Polakom utrzymanie kontaktu z językiem ojczystym. Zapisy na darmową polską edukację internetową na kolejny rok szkolny 2016/2017 właśnie trwają. Dlaczego warto zapisać dziecko do programu?
Nauka w projekcie to połączenie nowych technologii i wieloletniego doświadczenia kadry pedagogicznej. Uczeń ma dostęp do internetowej platformy z szeroką gamą materiałów edukacyjnych. Zajęcia odbywają się w formie nauczania domowego – rodzic w oparciu o scenariusze lekcyjne i repetytoria pełni rolę nauczyciela. Dodatkowe wsparcie stanowią cotygodniowe lekcje on-line, tzw. Webinaria prowadzone przez wykwalifikowanych pedagogów. Program zajęć urozmaicają prezentacje, filmy edukacyjne, interaktywna tablica oraz gry – wszystko po to, aby nauka łączyła się z zabawą. Każdy rok szkolny kończy się egzaminem, który daje możliwość uzyskania państwowego świadectwa szkolnego – takiego samego, jakie otrzymują dzieci uczące się stacjonarnie w Polsce. Podobnie jak jego rówieśnicy z Polski, uczeń dostaje także legitymację szkolną uprawniającą do zniżek. Dzieci uczące się w Polskich Szkołach Internetowych Libratus nie tylko rozwijają swoją dwujęzyczność, lecz także realizują ujednolicony materiał szkolny, co umożliwia dalszą kontynuację nauki w Polsce. Dwujęzyczność ułatwia dzieciom swobodną komunikację z krewnymi w Polsce. Ponadto umożliwia biegłe poruszanie się w obu kulturach, z którymi się stykają, poszerza horyzonty, a w dalszej perspektywie stanowi atut na rynku pracy.
Program skierowany jest do uczniów zerówki, szkoły podstawowej i gimnazjum. Rejestracji na bezpłatną naukę w roku szkolnym 2016/2017 można dokonać na stronie www.libratus.edu.pl/zapisy2016. Liczba miejsc jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń. “

139. Przysłowia angielskie i ich polskie odpowiedniki

Flag, United Kingdom, England, Banner, Union Jack
Przysłowia, ze względu na często stosowaną w nich przenośnię, nie powinny być tłumaczone dosłownie. Niestety łatwiej powiedzieć niż zrobić, w związku z czym zdarzyło mi się podnosić Anglików z podłogi po zasłyszeniu tekstu „no my circus, no my monkeys” (nie mój cyrk, nie moje małpy), „don’t shit yourself” (nie zesraj się) czy też „don’t say hop before you jump” (nie mów hop nim nie przeskoczysz) – polska kadra bywa bardzo twórcza w swoich tłumaczeniach. Aby uniknąć nieporozumień, warto poznać co popularniejsze przysłowia angielskie. Obok dodaję tłumaczenia dosłowne, by można sobie wyobrazić komizm sytuacji, w której są one są tłumaczone dosłownie na język angielski.

1. Don’t count your chickens before they’re hatched – nie mów hop zanim nie przeskoczysz (dosłownie: nie licz swoich kurczaków zanim się wyklują)
2. A bird in hand is worth two in the bush – lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu (dosłownie: ptak w ręce jest wart tyle co dwa na krzaku)
3. A woman, an ass, a walnut tree, the more you beat them, the better they will be –  Kochaj żonę całą duszą, a trzęś ją jak gruszą (dosłownie: kobieta, tyłek i orzech są tym lepsze im więcej je tłuczesz 😮 )
4. No pain, no gain – bez pracy nie ma kołaczy (dosłownie: nie ma bólu, nie ma zysku)
5. Apple of your eye – oczko w głowie (dosłownie: jabłko w oku)
6. Born with a silver spoon in the mouth – w czepku urodzony (dosłownie: urodzony z srebrną łyżką w ustach)
7. Curiosity killed the cat – ciekawość to pierwszy stopień do piekła (dosłownie: ciekawość zabiła kota)
8. Loose lips sink ships – długi język, krótkie życie (dosłownie: luźne usta topią statki)
9. The early bird gets the worm – kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje (dosłownie: poranny ptaszek dostaje robaka)
10. When in Rome, do as the Romans do – kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać jak one (dosłownie: będąc w Rzymie zachowuj się jak Rzymianie)

138. 10 popularnych powiedzeń Brytyjczyków, których nie nauczysz się w szkole.

Niezależnie od tego czy ze względu na ich niecenzuralność, czy też z powodu niestałego charakteru slangu, tych haseł nie nauczysz się w szkole. Warto je jednak poznać zanim stanie się oko w oko z rodowitym Brytyjczykiem, by zaoszczędzić sobie kombinowania co połeta miał na myśli. Do dzieła!

1. Mate – nadużywany odpowiednik naszego “kolego”. Niezależnie czy ktoś nas lubi czy nie, będziemy nazywani mejt wielokrotnie, szczególnie, jeśli ktoś czegoś od nas chce.
“Hi mate, have you got the lighter?” , “Calm down, mate”, “Alright, mate?” itepe itede.
2. Bugger all (wym. bager oll, Yorkshire: buger oll) – zupełnie nic, odnośnie tego, co się robi, robiło. Jest też mniej cenzuralna wersja, chyba nawet bardziej popularna, f*ck all.
“I’ve done bugger all today”.
3. Knackered (wym. nakerd) – stan fizycznego przemęczenia; wykończony, padnięty. Równie często zdarza mi się słyszeć shattered (szaterd).
4. Gob – gęba. “They never shut their gobs” – narzekają nauczyciele, codziennie.
5. Cheers (wym. cziirs) – oficjalnie w słowniku funcjonuje jako “na zdrowie/zdrowie” podczas wznoszenia toastu. Od kilku lat nadużywane jako “dzięki”.
“Cheers, mate”.
A skoro już jesteśmy przy podziękowaniach – „thank you very much” trafi wkrótce do historii, bo obok cheers zastąpiło je tha (wym. Ta), fab oraz ace (wym. ejs).
6. Taking the piss – dosłownie przetłumaczyłabym jako “lecieć w ci*la”, często odnosi się do sytuacji wymagających dłuższego czasu oczekiwania. Niezbyt kulturalne, nie używać przy szefostwie, szczególnie kiedy się narzeka na opóźnienia z ich strony. 😉
“They take the piss, don’t they?”
Często jest też używanie w kontekście nabijania się z kogoś. “That guy on TV took the piss out of our government.”
7. Fortnight (wym. fortnajt) – okres dwóch tygodni. Zatem jeśli proponuje się Wam wynagrodzenie paid fortnightly, pojawi się ono co dwa tygodnie.
8. Dodgy (wym. dodżi) – określenie kombinatorstwa, oszustwa, przekrętu. “This guy is dodgy” oznaczałoby tyle, że nie należy mu ufać, bo jest cwaniakiem. Dodgy może się też odnosić do podróbek (“I bought a dodgy bag”) albo czegoś nieświeżego (“I had a dodgy burger last night”). Warto więc zapamiętać, że kiedy słyszymy dodgy, to coś jest nie tak.
9. Tosh (wym.tosz) – synonim słów rubbish (rabisz, Yorkshire: rubisz), crap (krap) czy shit – wszystkie, bardziej lub mniej wulgarnie, odnoszące się do czegoś beznadziejnego, kiepskiej jakości, ewentualnie bzdur (“Don’t chat shit/rubbish/tosh”, „I’ve seen this movie, it’s tosh/shit/rubbish”).
10. Smashing (wym. smaszin) – zarąbiście, świetnie, super. Wyrażenie zadowolenia.

+ Jest spora różnica pomiędzy I can’t be bothered oraz I can’t be asked. Choć oba uchodzą za „nie chce mi się”, to drugie jest widziane jako o wiele mniej cenzuralne.

Dodalibyście coś jeszcze, Wyspiarze? 🙂

135. Szkoła na wesoło (II)

cz. II.

– S., czemu znowu nie masz okularów?
– Pani, bo ja nie rozumiem moich okularów.
– W sensie że zapomniałeś?
– Tak, właśnie to.

***

Dzieci ciężko pracowały, więc ostatnie 10 minut lekcji mogą spędzić na gadaniu.

– Pani, mogę napisać coś na tablicy? – pyta D.
– A pisz.
Bierze do ręki marker i udaje nauczyciela, sprawdzając znajomość tabliczki mnożenia koleżanek. 5 x 5 – pisze. Ktoś się zgłasza, wybrał, odpowiedziano, D. liczy na palcach, bo sam nie pamięta, wszyscy w śmiech.
– Panie D.! – wykrzykuje jedna z jego „uczennic” – Napisał pan piątki odwrotnie, co to za nauczyciel?
D. drapie się po głowie, przygląda, po czym oznajmia ze śmiechem:
– Nauczyciel jest dzisiaj bardzo zwariowany.

***

Wypełniamy papiery, więc muszę sprawdzić, czy rozumieją pytania w czasie przeszłym. Trzecia trzydzieści, mózg wyparowany.
– Czy byłeś wczoraj w… – zawieszam się, myśląc, o co zapytać mojego małego Włocha.
– … Toalecie? – dokończył i rechocze.
– I., tego nie chcę wiedzieć !

Następnego dnia piszą o tym, kim zostaną, gdy dorosną. I. chce zostać kucharzem. „I nauczę się gotować wszystkie jedzenie” – próbuje napisać. Niestety słowo wszystkie, „all”, zapisał „old”, czyli stare. Mówię mu – No, I., teraz to na pewno będziesz chodził do toalety, a my wszyscy razem z Tobą (jako że nas zaprosił).
Śmiechowi nie ma końca.

***

Jeden z dzieciaków nabija się z akcentu P. Chwilę później słyszę:
– Zamknij swoją mysz*, idiotas!

*( fon. małf = usta, małs = mysz).

***

Jedyne, co słyszę średnio co 10 sekund w mojej klasie, to „pożycz gumkę”. Tak mi zdziałali na nerwy któregoś dnia, że dostali zakaz używania słowa gumka jak i samego przedmiotu. Wymyślili sobie, że będą pytać ucinając na pierwszej literze.
-Czy mogę mieć g…?
– Nie, nikt nie może używać gumki. Dziś jest dzień bez gumowania. Ktokolwiek powie gumka, wyleci z klasy.
-Pani to powiedziała! – stwierdza K.
– To co, mam wyjść? Idę. Ale do którego nauczyciela? – żartuję
– Do Pana A. (Tam ich zawsze wysyłam).
– Nie! – wstawia się za mną S. – Pan A. ją ugryzie! **

** (fon. bajt = ugryźć, bit = uderzyć)

I jak ich nie kochać, pytam poraz kolejny? 😉

123. Szkoła na wesoło

Życie szkolne pędzi w szalonym tempie. Nadmiar obowiązków i bycie w trzech miejscach naraz jest jednak przeplatane pewnymi perełkami. Dziś będzie o tym, jak nieznajomość języka poza uprzykrzaniem życia wnosi w nie odrobinę śmiechu.

 

Wycieczka szkolna do lasu. Zabawa w parach, jedna osoba ma opaskę na oczach, druga prowadzi ją za rękę przez polankę. Jestem w parze z małym S. z Bułgarii. Kochany dzieciak, ale trochę rozrabiaka, wszędzie go pełno. Mam opaskę na oczach i blednę, bo nie widzę dokąd mnie prowadzi, a on upewnia się, że nie podgląduję. „Pani się nie bać” – oznajmia radośnie, powtarzam jego słowa w myślach. Dwie minuty później zaliczam glebę. Opanowywuję śmiech i ściągam opaskę, a nademną ukazuje się przerażona twarz S. „Teraz pani się nie bać, ja się bać” – oznajmia zupełnie poważnie. „Mój papa walczyć w domu bo moje buty brudne, a pani walczyć mnie teraz bo pani brudna”.

***

Wypełniam papiery rozmawiając z jednym z moich pasztuńskich uczniów. Sprawdzam jego znajomość słówek oceniając czy rozumie słowo samo w sobie i w kontekście zdania. „Kim jest żona? Co to w ogóle znaczy: żona?” – pytam brnąc przez długą listę słówek ‚do zaliczenia’. Patrzy na mnie i z pełną powagą odpowiada : „żona to jest Jack z piątego roku”.

***

Hiszpanka D. pytana jak wygląda drzewo odpowiada : ma jedną nogę i zielone włosy.

***

S. siedzi obok M., który jest straszną beksą. W pewnym momencie pokazuje na niego palcem i skarży się: „to”, pokazując palcem na siebie „mnie” i puka się w czoło mówiąc „ghrrr”. Wtedy ja pokazuję mu palcem klasę pełną dzieci mówiąc „to”, palcem na siebie mówiąc „mnie” i pukam się w czoło powtarzając jego „ghrrr”. Oboje nie możemy przestać się śmiać.

***

Jedna z Hiszpanek, o czym wspominałam w którymś z ostatnich wpisów, pisząc przepis na kanapkę: „Na końcu wkładasz chleb do środka ludzi”.

***

I jak tu nie kochać swojej pracy? 🙂