179. G jak Góry

13532101_572890409549690_1018531935_n

Pod literą G w moim alfabecie emigracji stoją Góry. Bo mieszkam w górach, choć niewysokich. Zachodnie Yorkshire jest terenem bardzo wyboistym, a miasta wybudowane są z reguły tak, że centrum znajduje się w dolinie, zaś im dalsza dzielnica, tym wyżej. I widoki lepsze. Wzgórza Pennine (org. Pennine Hills/Pennine Chain) są pasmem gór oddzielającym północno-zachodnią Anglię od  hrabstwa Yorkshire i północno-wschodniej części kraju. Mieszkanie w takiej okolicy ma swoje plusy, szybciej wyrabia się kondycję na spacerach. Ma też swoje minusy pogodowe i migrenowe. Przypuszczam jednak, że widoki są to w stanie wynagrodzić:

13388704_282955138716121_1144703909_n

524803_432113523472407_1135796596_n385765_540041726012919_490108013_nIMG_6726IMG_6725IMG_6724IMG_5337

176.Dzień bez imigrantów

img_645420 lutego na terenie całego kraju odbył się prostest pod szyldem One Day Without Us. Jest on odpowiedzią na rosnącą falę ksenofobii i różnic społecznych w pobrexitowej (jeszcze teoretycznie) Anglii. Co ciekawe, w kampanii Jeden Dzień Bez Nas brali udział nie tylko przyjedzni, ale też wielu rdzennych Brytyjczyków. Jak twierdzą, chcieli pokazać, że wciąż cenią wielokulturową Anglię, której potęga w dużej mierze zależna jest od wielu pokoleń migrantów z całego świata. Ludzie opuszczali tego dnia pracę, maszerowali, skandowali, słuchali przemówień, dekorowali miejsca pracy, tagowali zdjęcia i wpisy w Internetach. Wielu imigrantów nie poszło tego dnia do pracy celem podkreślenia swojego wkładu w gospodarkę i ogólnego dobrobytu państwa.img_6450Manchesterimg_6448Universytet w Cardiff

img_6443img_6455img_6447Muzeum po zdjęciu prac imigrantów

img_6452

img_6453York

img_6458Walia

Wszystkie zdjęcia użyte we wpisie pochodzą z fanpage OneDayWithoutUs.

171. Jak przeżyć angielską jesień i nie zwariować

Angielska jesień trwa od końca września do końca kwietnia, z przerwami. O ile radziłam Wam już, jak to przeżyć samemu we wpisie 8 sposobów na nudę w Anglii, pytanie brzmi, jak to przeżyć z dwulatkiem. Zakładając, że znajomych z dziećmi w podobnym wieku brak, opcje mam dwie:

1. Spacerować. Bo spacerować to się męczyć, brudzić i mieć frajdę. Nie marudź, że nie ma pogody, bo jej nie będzie, wskakujcie z dzieciakiem w kalosze, ewentualnie w zasłonkę przeciwdeszczową do wózka – Ty się przewietrzysz, dziecko zaparuje i pomaże palcem po parze na plastikowej osłonce. Wytarzaj dziecko w liściach, moje było wniebowzięte. Może i jest chłodno, ale nieczęsto tak naprawdę pada przez calutki dzień, więc da się wpasować w szał pogodowy. My obserwujemy pranie starszej sąsiadki, która to deszcz potrafi chyba wywąchać, jak wisi jej pranie oznacza to, że deszczu nie będzie, choćby chmury były czarne. Jak wywiesimy własne bez konsultacji z jej sznurem, choćby świeciło słońce, padać będzie niedługo. Ufaj tubylcom.

img_4433

IMG_4425.JPG

img_4426

2. Play centres, bawialnie. Grzebiąc w Internetach za najbliższą, odkryłam wczoraj jedną w odległości 10 minut spacerem. Będziemy stałymi bywalcami rzecz jasna. Z dzieciakiem można skakać w basenie z piłkami i pokonywać tunele albo siedzieć z kawą za ogrodzeniem i pozwolić im szaleć na własną rękę. Cena to między £2-£4 na godzinę, w zależności od miasta.

img_5072

3. Jak już pospacerujemy i się wybawimy, zgapiamy pomysły innych matek z ich blogów. Rysujemy, wymyślami zabawy. Z reguły działa za trzecim dniem, bo moje dziecko jest uparte i przemądrzałe, nie będzie mu nikt mówił, że ma teraz rysować.

Jak znosicie angielską jesień ze swoimi dziećmi?

170. Co warto zobaczyć w Yorkshire: 6. Saltaire

img_4832

Saltaire jest wioską wybudowaną w Epoce Wiktoriańskiej, powstałą w celu zaakomodowania pracowników lokalnej fabryki wyrobów wełnianych. Mieści się w Shipley, Bradford i położona jest nad rzeką Aire, kanałem łączącym Liverpool i Leeds. Wybudowana w 1851 r. przez Titusa Salta, który chciał zapewnić pracownikom swojej fabryki lepsze warunki mieszkalne niż dotychczas (mieszkali w przeludnionych domach bez kanalizacji), zabiera nas w małą podróż w czasie. Podobnie jak Thornton, które również było wioską robotniczą, utrzymano je w jednakowym stylu opartym na użyciu yorkstone. Znakomita gratka dla architekturomaniaków (fotografowanie i podziwianie architektury to moja obsesja, ku zdziwieniu mieszkańców dlaczego fotografuję ich drzwi). Większość wykończeń utrzymana była we włoskim stylu, będącym w ówczesnej Anglii bardzo popularnym.

img_4828

img_4829

img_4831

img_4804

Sama fabryka znajduje się na liście UNESCO Światowego Dziedzictwa i można ją zwiedzać. Poza elementami muzealnymi znajduje się tam również galeria Davida Hockney’a, lokalnego malarza pięknych krajobrazów. Budynek fabryki przedstawiony poniżej jest jednym z wielu w West Yorkshire, w samym Bradford funkcjonowało ich swojego czasu 56, czyniąc je tym samym międzynarodowym przywódcą w produkcji tekstyliów i wełny. W dniu dzisiejszym większości z nich używa się jako biura i apartamenty, część stoi opustoszała.

img_4816

img_4827

img_4802

img_4797

Nad kanałem znajduje się też duży park, w którym można odpocząć. Poza samym parkiem warto jednak wybrać się na spacer po uliczkach Saltaire w poszukiwaniu sekretów czasów panowania Królowej Wiktorii. Duch miejsca pozostał bez zmian, polecam Saltaire jako pomysł na sympatyczną lekcję historii.

img_4826

img_4811

img_4830

img_4812

167. A jak Anglia

image

Anglio, Obczyzno moja! Ty jesteś jak choroba

Do tylu przylgnęłaś uparcie choć im się nie podobasz

Wcale. Dziś niezwyczajność Twą w całej ozdobie

Bloguję, bo nadal dziwię się Tobie.

***

Mieszkam tu sobie już parę ładnych lat. Widziałam nieco więcej niż chciałabym by widziały moje dzieci, słyszałam tyle, że w ramach ochrony mogłabym wydrapać im uszy. Przywykłam, na ile można przywyknąć do szarych wiewiórek, rudotwarzych ludzi, miliona postaci deszczu i pięciu milionów akcentów. Bez większych problemów wsiąknęłam klimat miejsca, bo zasady codziennego życia tutaj panujące podchodzą mi jakoś bardziej niż polskie. Być może dlatego wciąż jest mi trudno zrozumieć ludzi, dla których życie na emigracji angielskiej to skazanie, ale są tacy, jest ich wielu. Być może odpowiada za to jakość życia, ale moje nijak się ma obecnie do tego, jak je sobie wyobrażałam będąc mała. A może większy wpływ ma na to podejście do świata, ludzi, doświadczenia. Zdecydowanie też osobowość, odkąd odkryłam w sobie pokłady tupetu jak taran, radzę sobie znakomicie. Wcale nie wojennie, o dziwo, ci sami ludzie z którymi drę koty tulą mnie jak najlepsi przyjaciele. Być może wyrabianie sobie szacunku musi być zawsze okupione wielką gębą.

Wyjechałam z Polski mając lat 18, tego lata opuściłam ją poraz drugi. Było przemiło i tęskniłam za ludźmi, ale nadal nie potrafię sobie wyobrazić, jak wyglądałoby tam moje życie; nie odnalazłam się tam poraz kolejny. Od dziecka czułam, że będę mieszkać poza granicami kraju, ciekawiło mnie, jak to życie wygląda gdzieś indziej, na tej zieleńszej trawie u sąsiada.

Jak się mieszka w innym kraju? Na początku jest wielkie bum. Wszystko jest inne, odkrywasz, czasem przeraża, czasem zachwyca. Potem powszednieje. Potem tęsknisz, bo ci żal, że wszyscy, których opuściłeś, są tam razem, a Ty tutaj samiuteńki. Brakuje Ci słońca i zrozumienia. Znajomość języka to jedno, zrozumienie innego sposobu myślenia, różnice kulturowe – coś zupełnie innego. Potem jest ok, albo to nie dla Ciebie. Znajomi, którzy byli w tym samym mieście co ja, uciekli spowrotem do Polski, aż się kurzyło.  A mnie się podoba.

Trudno jest lekko żyć, mawiają. No właśnie chodzi o to, że tutaj to nie do końca. Jest taki ogólnopanujący leniwy luz, wszystko jakoś będzie. No i jest. Zatem stresu jakby mniej, możliwości więcej. Poziom życia już nie taki miód jak kiedyś, ale porównajmy to do Polski, gdzie nawet ten miód to koszt 15 złotych. Tutaj da się żyć przyzwoicie za niewiele. Robi to sporą różnicę nawet dla tych, którym się tu nie podoba, pewnie dlatego nadal tu są.

A jak Anglia, zatytułowałam. Jaka jest Anglia dla mnie? Senna, mająca wiele sekretów i mnóstwo do zaoferowania. Bardzo wyluzowana. Spokojna na pierwszy rzut oka i nieokiełznana za kulisami. Różnorodna, w końcu tworzy ją tylu zupełnie innych od siebie ludzi. Zgniłozielona i pozytywna. Stara i fotogeniczna. Przyjemna.

153. Bradford Literature Festival

park-002 (Medium)Drugi w tym roku Festiwal Literatury w Bradford jest genialny. Ilość wartościowych warsztatów, spotkań autorskich, koncertów, wieczorków poetyckich, jest zawrotna. Chciałabym być conajmniej na połowie z nich!

Jako wielka fanka twórczości Elif Shafak byłam zachwycona możliwością uczestnictwa w spotkaniu autorskim. To wspaniałe doświadczenie poznać autora swoich ulubionych powieści. Elif zdaje się być bardzo otwartą na świat, wrażliwą i inteligentną osobą. Poza przybliżeniem swojego życiorysu i tym samym wyjaśnienia jak ważną rolę w jej życiu pełni mistycyzm, który miał ogromny wpływ na powstanie jednej z jej książek, podzieliła się kilkoma trikami dobrego pisarza. Pisarz nie ocenia, nie narzuca. Pisarz przekazuje i opowiada, zostawiając spore pole do interpretacji. Jako twórca zadaję pytania, to czytelnik musi znaleźć odpowiedzi, poszukać ich wewnątrz siebie – mówi.

Festiwal ma miejsce między 20 a 29 maja. W ciągu tych dziewięciu dni zaproszono 350 specjalnych gości, w tym autorów, poetów, artystów, reżyserów, tworząc tym samym 200 różnych wydarzeń skupionych wokół słowa pisanego, jednak nie tylko w jego tradycyjnej formie, a tak naprawdę w każdej  możliwej – od odgrywania poezji, przez klasyczne utwory przedstawione w komiksach, po debaty na tematy kulturalno-polityczne zainspirowane problemami lokalnych (i nie tylko) społeczności oraz prezentacje filmowe.

Program obejmował mnóstwo interesujących tematów, od debaty o tym jak być feministką, przez koncert bollywoodzkiego jazzu, warsztaty z pisania krótkich utworów i wierszy, porady jak wydać książkę, wykłady na temat historii Bradford, zajęcia z chińskiej i arabskiej kaligrafii, wycinanek rosyjskich, rysowania mangi, wystawy artystycznej odpowiedzi na kryzys syryjski, debaty na temat seksu i śmierci w dziełach Szekspira, malowanie na szkle, debaty na tematy obecnych problemów politycznych, po darmowe zajęcia dla dzieci i spotkania z superbohaterami oraz postaciami literackimi (Harry Potter chociażby).

Cała akcja na ogromny plus – świetnie zorganizowane wydarzenie łączące wielokulturowe społeczeństwo Bradford w magicznym świecie słowa. Jedynym minusem była katastroficznie słaba promocja, większość ludzi, z którymi rozmawiałam, dowiedziała się o owych wydarzeniach zupełnie przypadkiem. Z jednej strony – dobrze, zachowało to kameralny klimat i wyselekcjonowane towarzystwo dało szansę poznania naprawdę ciekawych, nietypowych ludzi. Z drugiej strony – przegapiłam tyle wykładów i zajęć w tematyce sufizmu, że w kolejnym wydaniu festiwalu nie ominie mnie nic, będę uparcie śledzić rozkład każdego dnia. A jeśli w międzyczasie będziecie w okolicach West Yorkshire – dołączcie do mnie!

152. Komu najłatwiej znaleźć pracę w UK

office-583839_960_720
Oto lista najbardziej pożądanych zawodów:

1. Informatycy
Przeciętna roczna płaca programisty to 35.000 funtów rocznie. Developerów szacuje się na mniej więcej 39 tys. rocznie. W samym lutym ogłoszeń o pracę w sektorze informatycznym na terenie Anglii było 105 tysięcy.
2. Służba zdrowia
97 tysięcy ofert pracy dla pielęgniarek. Tylko w lutym. Początkowe zarobki to mniej więcej 22 tys. funtów rocznie, wzrasta wraz z doświadczeniem, pielęgniarki z wieloletnim stażem zarabiają nawet do stu tysięcy rocznie.
3. Inżynierzy
90 tysięcy ofert pracy dla inżynierów budowlanych w ubiegłym miesiącu. Średnia płaca roczna w tym sektorze to 30 tysięcy funtów rocznie.
4. Bankowość
85 tysięcy ofert pracy miesięcznie. Średnio 50 tysięcy rocznie.
5. Przemysł budowlany
50 tysięcy ofert pracy w marcu. Średnie zarobki to 40 tys. funtów rocznie.
6. Marketing
Płaca zaczyna się od 18 tysięcy rocznie, ale może osiągnąć zawrotne sumy na najwyższych stanowiskach. Menadżer marketingu zarabia średnio 50 tys. funtów rocznie. 23 tys. ofert pracy w marketingu w marcu.