160. Telegram z podróży

Czy dom jest tam, gdzie mieszkamy? Czy tam gdzie czujemy się dobrze? Dla kogoś dom może być tam gdzie rodzina lub ukochany. Wsiąkam miejsca niczym gąbka i w każdym z nich zostawiam jakąś cząstkę siebie, by mieć do czego wracać i czuć się jak w domu. Z miejscami mam jak z ludźmi – albo to czuję, albo nic z tego nie będzie.

Opuszczam Anglię na rzecz odwiedzin w Polsce. Jadę zobaczyć ‚już nie dom’. Pozostawiam za sobą zwariowane miasto, w którym nic już nie dziwi. Choć kocham podróżować, będę tęsknić. Zostawiam za sobą swój angielski dom, bo na emigracji pojęcie domu mieści się w czasie potrzebnym do spakowania plecaka. Tak ładnie ktoś to kiedyś nazwał.

STOP

Calais. Miejsce, w którym udowodniliśmy brak człowieczeństwa. Podwójne kolczaste ogrodzenie, podłączone do prądu, klatka. Tysiące namiotów ustawionych wzdłuż plaży to już chyba ‚dobudówka’ do oryginalnej Dżungli. Odgrodziliśmy się nie tylko od niej, głównie od jej mieszkańców. Uczucie podobne do tego podczas wizyty w obozach zagłady. Smutek i niesmak. To się jednak dzieje tu i teraz. Niewiele możemy z tym zrobić, to jeszcze gorsze.

STOP

Niemcy jawią się surowiej. Za oknem więcej lasów iglastych, ludzie bardzo poważni. Nie uśmiechają się, ale to nic, porównując do polskich serwujących, krzyczących na ludzi, że się nie rozmnożą. Gościu też jedzie już dwa dni, mamy trochę litości. My, z tyłu. Skrzyczeni – niekoniecznie.

STOP

Fakt, że przekroczyłeś granicę, oznajmia Ci ilość wybojów na drodze. Pierwsze wrażenia po 5 latach nieobecności w Polsce – dziurawe drogi, audycja radiowa o spotkaniu młodzieży z Papieżem i przepiękne pole słonecznikowe. Taka może być Polska oczami ekspata. Bez krytyki, obserwuję. Taki mamy klimat. Zachwycam się słonecznikami, które niczym pole tysiąca maleńkich słońc, ciekawe świata, wychylają swoje główki oparte na cienkich łodygach. Lato czuć w powietrzu.

STOP

Przesiadka w Słubowicach. Włoszka z trzymetrowym krzyżem prawie zabiła mi nim matkę. Siostra dostała ataku paniki na widok komara. „Komary są najgorsze, mogą Cię zabić”, rzecze. Niech żyją wakacje. Jest też z nami wycieczka ukraińska, mój bagaż pojedzie z nimi aż do ich granicy, ale jeszcze tego nie wiem. Rozkoszuję się upałem. Zjeżdżamy cały Dolny Śląsk nim dojedziemy na Górny. Architektura i ilość zieleni jest niemal identyczna. W 31 godzin przez 4 kraje nie pozostawia śladów zmęczenia, to trening przed nadchodzącym. Kiedy wreszcie znajduję się w miejscu docelowym, tydzień mija mi bardzo szybko, po brzegi wypełniony ulubionymi miejscami i przede wszystkim twarzami. Tęskniłam, więc korzystam. Duszne, gorące śląskie lato to dla mnie czysta przyjemność. Przynajmniej na tydzień. To był udany wypad.

Bez odbioru.

(Więcej o wrażeniach z Polski tutaj, jeśli komuś umknęło).