126. Emigracja w pigułce: Pam B.

Oficjalnie rozpoczynamy dziś serię wpisów pt. „Emigracja w pigułce”. Moich wykładów na ten temat naczytaliście się niejednokrotnie, chcę Wam jednak przybliżyć historie innych emigrantów, ich własne spojrzenie na wyjazd, nowe życie. Woda zagotowana? Kubek kawy, wygodny fotel i zobaczmy, co opowie nam Pam z Irlandii!

Opowiedz mi o sobie jako emigrantce. Co, gdzie, jak?

Mieszkam w Irlandii od 9 lat. Wyjechałam z Polski w wieku 13 lat, więc uczeszczałam do szkoły już tutaj. Jaka jestem jako emigrantka… Myślę że to moja życiowa rola (śmiech). Na początku przygody w tym kraju starałam się trzymać z innymi Polakami. W końcu w kupie siła, prawda? Jednak po jakimś czasie odizolowałam się. Nie odpowiadała mi mentalność spotkanych tu Polaków. Spróbowałam zatem zintegrować się z Irlandczykami i to był strzał w 10. Uśmiechnięci, mili, zawsze pomocni. Oczywiście są wyjątki, jak wszedzie. Wpasowałam się bez większych problemów. Ludzie zdają się mnie lubić. Po tylu latach nie czuję się częścia „nowego społeczeństwa”. Czuję, że do nich należę, tak, jakbym urodziła się na Wyspach. Akceptują mnie, a ja ich, w 100%. Zdarza mi się słyszeć, że gdyby nie nazwisko, nie wpadliby na to, że jestem Polką. Na pewno miał na to wpływ fakt, iż chodziłam tutaj do szkoły. Czuję się „u siebie”.

Przyjechałaś jako dziecko… co robisz teraz?

Właśnie skończyłam studia na kierunku Biomedycyny i Medycznej Biotechnologii. W wolnym czasie szukam pracy, spotykam sie ze znajomymi w pubach. Żyję tak, jak wszyscy.

Opowiedz proszę o początkach Twojej emigracji.

Na początku byłam wściekła na rodziców, że wyjechaliśmy. Tęskniłam za Polską. Teraz? Dziękuję im na każdym kroku. Kocham to miejscie. Za warunki do rozwoju, za wszelaką pomoc. Za wspaniałego lekarza GP, który swoją inteligecja, dobrodusznoscia i wiedzą jest lepszy niż nie jeden lekarz w Polsce. Za przyjaciół, których w kraju nie miałam. Za widoki, za lepszą jakośc życia. Myślę, że to była ich najlepsza decyzja. Pierwsze lato po emigracji spędziłam w Polsce. Potem nie byłam tam prawie 6 lat. Teraz, po poznaniu mojego partnera, jeździmy tam w wakacje. Mimo, że nie tęsknie wcale, chcę mu pokazać jaka Polska jest piękna, gdzie się wychowałam. Chcę żeby poznał moją rodzinę. Polska jest piękna, ale nie czuję się z nią związana, poza tym, że mam tam rodzinę. Nie wrócę na stałe. Nie wyobrażam sobie życia w Polsce. Moja mentalność jest zupełnie inna. Nie lubię tam wracać, każde dwutygodniowe wakacje to lekka męczarnia. Ludzie potrafią być naprawdę wredni i niemili. Myślą, że jeśli mówię po angielsku do mojego partnera, mają prawo oceniać mnie na głos.
Pochodzę z Gdańska. Najlepiej czuję się u dziadków albo u wujka na wsi. Nie wrócę. Mam partnera Irlandczyka, nie widzę opcji, żeby mieszkać w Polsce. Kraj piękny, ale ludzie… niestety.

Co mi powiesz na temat Anglii? Co myślisz?

Myślę, że życie w Anglii jest bardzo podobne do tego w Irlandii. Uwielbiam brytyjski akcent. Kocham UK za Doctor’a Who! Marzę o tym, żeby zamieszkac w Szkocji. Anglia jako państwo sprawia dobre wrażenie. Jest zorganizowana, poza strefą euro, z własnymi planami rozwoju. Myślę też, że emigranci są bardzo doceniani. Zwłaszcza z Polski. A przynajmniej tak słyszałam. Kultura angielska jest wspaniała. No i te drzwi! Jak ogladam zdjęcia pewnej blogerki (ma świra na punkcie drzwi), to aż mi serce staje. Piękne są. Muzea, historia, architektura. Życie codziennie wygląda pewnie tak, jak w Irlandii. W dużym stopniu są to kraje porównywalne. Cotygodniowe wynagrodzenie, sklepy, praca, warunki mieszkalne. Możliwości są pewnie trochę lepsze niż w Irlandii, jest to większy, bogatszy kraj.

Emigracja jako zjawisko?

Emigracja jak emigracja. Przygoda, poznawanie kultury innego kraju, nowe możliwości rozwojowe. Emigracja jest potrzebna. Można się wiele nauczyć mieszkając w innym kraju. Spojrzeć trzeźwo i z dystansem na nasze dotychczasowe życie. Emigracja nie jest łatwa, jak się niektórym wydaje. Trudno zostawić rodzinę i swój kraj. Mimo wszystko to przygoda. Emigracja zawsze była i zawsze będzie. Zjawisko jak każde inne.

***

Autorkę powyższej wypowiedzi możecie znaleźć na blogu Będzie Grubo.

Reklamy

10 myśli na temat “126. Emigracja w pigułce: Pam B.”

  1. Emigracja to proces. Zgodze sie z Pam , ze na emigracji spadaja luski z oczu i nagle widzi sie swój kraj, całe dotychczasowe zycie w nowym swietle.. Nabiera sie dystansu. widzi nowe opcje..
    Na emigracji jest najpierw przygoda, zachwyt , zachłysnięcie sie ‚ nowym i nieznanym ‚, potem nadchodzi depresyjny dołek, a nastepnie.. No własnie , to juz zalezy od nas 🙂
    Ma sie o wiele więcej opcji na wyciagniecie reki, to co niby było mozliwe w kraju teraz NAPRAWDE jest mozliwe ) Człowiek zaczyna w siebie bardziej wierzyc, ze potrafi, ze mu sie uda !
    Jest tylko jedno ale.. Nie mozna miec poczucia, ze sie jest „tutaj za kare ” ..

    Polubienie

  2. Wlasnie za miesiac wylatuje do Anglii. Malo tego z dwojka dzieci do meza. Mam wiele obaw. . bardzo przydaja sie takie artykuly bynajmniej w moim wypadku. Piszcie,piszcie wiecj;)

    Polubienie

  3. Miło słyszeć,to dobra historia i warta do pokazania wszystkim wątpiącym w nasze własne ja na emigracji. Bo wyjazd nie oznacza klęski. Wyjazd może oznaczać początek,nowy etap,wejście na swoją własną drogę.

    Polubienie

  4. Takich jest wiele i staram się to pokazać. Nie lubię stereotypu cierpiących emigrantów tworzonego przez polskie media.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  5. Motywujące, aby tutaj zostać. Ale też zaburza mój plan na przyszłość… Jak na razie żyję kategorią powrotu do Polski, ale data jest nie znana… Myślę, że gdybym umiała dobrze język i mogła się tutaj realizować „bardziej ambitnie” chciałabym tutaj być. Ale niestety jest na opak, a dodatkowo (w moich okolicach) jest bardzo wiele Polaków… na co można ponarzekać. Zobaczymy z mężem z czasem, jak się nam życie zacznie układać. Zapodawaj więcej takich wywiadów. Jestem ciekawa jak inni sobie radzą, ich dzieci lub ich rodzice. Pozdrawiam

    Polubienie

  6. Klika miesięcy temu bylam w tej samej sytuacji. Dołączyłam do męża z córeczką a w sierpniu tu w UK urodziłam synka. Rozumiem doskonale Twoje obawy. Początki są ciężke. Sama tkwię jeszcze na początku. Ten blog jest dowodem jednak tego, że emigracja to nie wcale nie musi być ‚zlo konieczne’. Pozdrawiam i życzę powodzenia

    Polubienie

  7. Z tym zachwytem na początku, nie jest tak do końca. Pamiętam swój wyjazd na Łotwę. O pracę i mieszkanie nie musiałem się martwić, bo jechałem w miejsce Polaka, który wyprowadzał się do innego miasta. Przez pierwsze dwa tygodnie słyszałem tylko „szelest” – ciągłe „s” i „sz”. Do tego doszedł brak jakiegokolwiek podręcznika, słownika, czy nawet prostych rozmówek, nie tylko polsko-łotewskich, ale też łotewsko-polskich. A potem już było coraz łatwiej. Choć przez cały pobyt ciężko było z ich (Łotyszy) podejściem do mówienia „nie”, czy ogólnie do przekazywania „negatywnych” komunikatów – z całych sił starają się aby złe wiadomości przekazał ktoś inny, zaś gdy się gotują, to co najwyżej usłyszysz iż ktoś (lub coś) jest „straszne”.

    pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s